Czyli: ile wyciągasz z każdej złotówki wrzuconej w reklamę

Każdy może włączyć kampanię.
Ustawić target. Wrzucić budżet. Zrobić kreację.

Ale nie każdy potrafi odpowiedzieć na jedno proste pytanie: Czy to się opłaciło? I właśnie tu wchodzi ROAS.

Return on Ad Spend

Czyli: ile złotówek wpadło, w zamian za każdą, którą wydałeś.

Wrzuć 1000 zł w reklamę. Zarabiasz 4000 zł z tej kampanii. Twój ROAS to 4.

Prosto? Bardzo. Tylko trzeba to liczyć. I trzeba wiedzieć, co z tą liczbą zrobić.

ROAS nie ocenia, czy kampania była ładna

Nie interesuje go CTR, lajki, komentarze, ani nawet kliknięcia.

Obchodzi go jedno: czy reklama przyniosła pieniądze. To wskaźnik, który odcina cały hałas dookoła i zostawia Ci czysty wynik.

Przykład?

Dwie kampanie, ten sam budżet – po 3000 zł.

Kampania A – szeroki zasięg, dużo wejść, masa interakcji. Przychód: 4500 zł. ROAS = 1,5.

Kampania B – węższa grupa, mniej klików, ale dobrze dobrany komunikat. Przychód: 15 000 zł. ROAS = 5.

Wiesz, która kampania „ładniej wyglądała”. Ale też wiesz, która naprawdę zrobiła robotę.

ROAS to nie tylko liczba

To decyzja: skalować, poprawiać, czy wyłączyć.

Za niski? Coś się nie spina – może reklama, może oferta, może grupa.

Wysoki? Masz paliwo. Dowal budżetu, zanim rynek się nasyci.

Nie daj się złapać w pułapkę optymizmu

Reklama, która „dobrze wygląda”, często nie zarabia.

ROAS nie ma sentymentów. Albo coś dowozi wynik – albo wypala budżet. Prosto i po dorosłemu.

I jeszcze jedno:

ROAS trzeba liczyć z pełnym obrazem. Nie tylko „co wpada” – ale i ile Cię kosztuje cała obsługa, produkt, logistyka, prowizje.

Bo łatwo się cieszyć, że ROAS to 6, a potem się okazuje, że zarobiłeś mniej niż na kampanii z ROAS 2, tylko lepiej zaprojektowanej.

Bo sam ROAS to dopiero początek. Możesz mieć świetny wynik na papierze i dalej nie zarabiać. Dlaczego? Bo ROAS to czysta matematyka. Ale biznes to więcej niż równanie.
Zwłaszcza w e-commerce, gdzie do ROAS-a trzeba doliczyć:

– koszty produktu,
– dostawę,
– prowizje platform,
– zwroty,
– rabaty,
– koszt obsługi klienta,
– czas i energię, którą ładujesz w kampanię, żeby „coś ruszyło”.

W teorii: ROAS 3 = sukces.

W praktyce: jeśli Twoje marże to 20%, to nawet ROAS 5 może nie wystarczyć.

Wniosek?

Nie licz kliknięć. Licz pieniądze.

Bo klik nie płaci faktury. Zysk – tak.

Dlatego nie wystarczy powiedzieć: „kampania się zwróciła”

Trzeba wiedzieć:

– czy ta kampania realnie dała zarobić,
– czy tylko ratowała wynik,
– czy była skalowalna,
– czy przy większym budżecie wynik się nie posypie.

Bo są kampanie, które robią ROAS 7 na budżecie 500 zł… I ROAS 1,2 na budżecie 15k. Wtedy trzeba zadać pytanie:
czy to jest skalowalny model, czy tylko ładna statystyka?

I jeszcze jedno: ROAS to nie wskaźnik do chwalenia się. To narzędzie do podejmowania decyzji.

Jeśli patrzysz tylko na górny rząd Excela, a nie analizujesz, co go napędza –
to jesteś tylko o krok od przepalenia budżetu.

Ale jak traktujesz ROAS jako część większego systemu: kampania – konwersja – retencja – lifetime value –
to zaczynasz widzieć, gdzie naprawdę są pieniądze,
a gdzie tylko echo po reklamie.

Chcesz dowiedzieć się więcej na temat analizy swoich reklam? Kliknij tutaj. 

Napisz do nas

Jesteśmy gotowi odpowiedzieć już teraz!
Zapisz się na bezpłatną konsultację.