Bo ludzie nie kupują produktów.
Kupują historię, w której chcą się zobaczyć

Możesz mieć lepszą ofertę. Lepszą cenę. Lepszą jakość. A i tak przegrać z marką, która lepiej opowiada.

Bo ludzie nie wybierają tego, co obiektywnie „najlepsze”. Wybierają to, co czują. To, co zapamiętają. To, co zostanie z nimi po zamknięciu karty w przeglądarce.

Storytelling to nie „ładna historia”.

To nie metafora. To nie inspirujący cytat nad zdjęciem.

Storytelling to sposób, w jaki nadajesz znaczenie temu, co robisz. Nie mówisz tylko: „sprzedaję kurs”. Mówisz: „pomagam kobietom, które utknęły między ‘muszę zarabiać’, a ‘chcę coś swojego’ – zrobić pierwszy, realny krok”.

Nie mówisz: „robię zdjęcia produktowe”. Mówisz: „pokazuję Twój produkt tak, żeby klient poczuł: to jest dla mnie”.

To robi różnicę.

Dobra historia nie musi być długa.

Nie musi być filmem z dronem i muzyką z pianina.

Dobra historia to taka, która uruchamia wyobraźnię. Która pokazuje sytuację. Człowieka. Problem.

Która nie tłumaczy wszystkiego – tylko prowadzi. Zaczyna się od czegoś prawdziwego. Czegoś, co Twój odbiorca zna.

„Kiedyś robiłam to dla znajomych. Dziś robię to zawodowo – ale ta ekscytacja z pierwszych dni została.”

„Zaczynaliśmy w piwnicy, teraz ogarniamy setki zamówień dziennie. Ale zasada się nie zmieniła: ma być porządnie – albo wcale.”

„Robisz wszystko dobrze, a i tak nie klika? Wiem, jak to jest. Dlatego nie uczę z teorii. Tylko z błędów, które przerobiłem na własnej skórze.”

Dobra historia nie mówi: „Patrz, jaki jestem super”.

Mówi: „Wiem, co czujesz. Byłem tam. I mam coś, co może Ci pomóc.”

To nie jest chwalenie się. To łączenie przez doświadczenie.

Był taki klient. Mała marka kosmetyczna, produkty rzemieślnicze, robione lokalnie. Zero celebrytów. Zero influ. Zero budżetu na kampanie. Ale miała coś innego.

Historię.

Nie o „naturalnych składnikach”. Nie o „pasji do piękna”. Tylko o jednej kobiecie.

 

Anka.

Samotna matka. Kiedy jej córka zaczęła mieć atopowe zapalenie skóry, testowała wszystko z apteki. Wszystko szczypało. Wszystko śmierdziało chemią. Więc zaczęła robić kremy sama.
W kuchni. Z książką zielarską po babci.

Dwa lata testów. Porażki. Słoiczki na balkonie. Aż zadziałało.

I nie uwierzysz, co zrobiła dalej – nie założyła sklepu. Założyła konto na Instagramie, gdzie pokazywała ręce. Dosłownie. Ręce swojej córki.

Dzień po dniu. Przed i po.
Nie było logo. Nie było strategii. Była prawda.

Po trzech tygodniach – 1200 obserwujących.

Po dwóch miesiącach – lista oczekujących na krem, którego jeszcze nie było w sprzedaży.

Po pół roku – hurtownia w Berlinie napisała do niej pierwsza.

Bo ludzie kupili historię, zanim kupili produkt. Bo każdy, kto ma dziecko, które się drapie do krwi, nie szuka „naturalnych składników”.

Szukają kogoś, kto to rozumie.

I to jest storytelling.

Nie storytelling z prezentacji.

Nie storytelling z Hollywood. Tylko ten, który:

  • łączy,
  • porusza,
  • i prowadzi do decyzji.

Nie zawsze od razu do zakupu. Czasem do zaufania. Czasem do zapisu. Czasem do tego, że ktoś mówi: „kurde, ta marka jest jakaś inna.”

Storytelling to Twój cheat code.

Twoja broń, której nie da się łatwo podrobić.

Bo nikt nie ma Twojej historii. Nikt nie ma Twojej drogi. Nikt nie ma Twojego „dlaczego”.

I właśnie dlatego – warto ją opowiedzieć. Nie dla poklasku. Dla połączenia.

Z człowiekiem po drugiej stronie.
Bo to on podejmuje decyzję. A decyzje nie zapadają w głowie.
Tylko w sercu.

To co, opowiesz coś wreszcie o sobie?

Czy dalej będziesz tylko mówić o funkcjach produktu?

Napisz do nas

Jesteśmy gotowi odpowiedzieć już teraz!
Zapisz się na bezpłatną konsultację.